David LaChapelle
Vogue Italia October 2005



Gdy mówimy o stylu, możemy mówić o stylu danego autora, danej epoki czy stylu związanym z konkretnym kierunkiem w sztuce. Myślę, że w fotografii za często pomija się te pierwsze - style określonych grup (kierunki) i styl epoki.

Kilka słów wstępu
Do myślenia o tym skłonił mnie wspomniany we wcześniejszym poście Ruckstull. W rozdziale poświęconym stylowi i manierze napisał on, że styl to własność przynależąca pewnym grupom, nie zaś jednostkom. Twierdzi on, że styl indywidualny jest wyrazem narcyzmu i nadmiernego egocentryzmu. Ciężko mi się z nim zgodzić, aczkolwiek chyba rozumiem co miał na myśli. Ruckstull widział problem w szukaniu oryginalności na siłę i wyróżnianiu się na siłę .

O kierunkach w fotografii
Niestety w fotografii rzadko mówi się o fotografach w kontekście ich przynależności do grupy - każdy interesujący się historią fotografii słyszał o Anselu Adamsie (a przynajmniej powinien). Większość z tych, którzy słyszeli o Adamsie wiedzą, że należał do grupy f/64. Jednak stawiam, że prawie nikt nie połączy grupy f/64 z nową rzeczowością (Neue Sachlichkeit), a dalej z weryzmem. Mało komu na hasło Guy Bourdin przyjdzie do głowy surrealizm. Nieco więcej osób zapewne połączy Davida LaChapelle'a z pop-artem i surrealizmem.
O tym się nie mówi. Fotografów „szufladkuje” się inaczej, według obiektów: portrecista, fotograf mody, pejzażysta etc.

W wyniku tego zaniedbania identyfikujemy fotografów mody czy pejzażystów jako jedną całość. Niestety te kategorie zamiast stać obok informacji o stylu, który reprezentują - zastępują go. Fotografów z danej kategorii kojarzymy tylko z wizualnym efektem, nie rozumiejąc ich zaplecza myślowego i tego, co jest powodem, dla którego ich fotografie wyglądają tak a nie inaczej, czyli po prostu ich nie rozumiejąc.


Kierunki w sztuce a Twój styl
Sam fakt, że fotografów nie próbuje się wpisać w kierunki w sztuce można przeboleć - da się obejść bez metek i etykietek. Jednak dla osoby poszukującej swojego stylu to duże utrudnienie.
Dlaczego?
Naturalną koleją rzeczy jest inspirowanie się innymi artystami. Gdy znajdziesz takiego, który Ci odpowiada, oglądasz, analizujesz, kontemplujesz jego dzieła. W fotografii tu się sprawa kończy. Szukasz następnego.*
Jeżeli zaś uczysz się malować, to w momencie gdy zainteresuje Cię de Chirco, z miejsca zapoznajesz się też z całym dorobkiem realizmu magicznego. Jeżeli to do Ciebie przemówi, to poznajesz ten styl - co za nim stoi, co go napędza, co chce przekazać.
Po co?
Z dwóch powodów: po pierwsze być może zaadoptujesz ten styl i będziesz chciał w jego ramach tworzyć; po drugie - istniejące style mogą stanowić doskonałą bazę do rozwoju indywidualnego stylu.
W sytuacji, gdy fotografów się nie „porządkuje” według stylów, to ten schemat nie ma szansy na wystąpienie (czy też jest bardzo ograniczony).

Ja zacząłem tropić kierunki w sztuce przez fascynację surrealizmem. Akurat fotografów surrealistów dosyć chętnie klasyfikowano, tak więc gdy tylko poznałem Man Ray'a, zacząłem fascynować się surrealizmem w ogóle, później innymi kierunkami w sztuce. Najchętniej inspiruję się realizmem magicznym (dla uściślenia - nie temu zdefiniowanemu przez F. Rotha, wpisującemu się w post-ekspresjonizm, a temu bliższemu surrealizmowi).

Kolejną rzeczą, którą daje Ci przyklejenie sobie „łatki” jest ułatwienie sprawy Twojemu odbiorcy. Jeżeli powiesz o sobie, że inspirujesz się impresjonizmem, naprowadzi to nieco Twojego odbiorcę, jak „czytać” Twoje prace (o ile się nieco w sztuce orientuje).
 

Słowo na zakończenie
Pisałem tu o inspirowaniu się kierunkami/stylami w sztuce w samych superlatywach. Piszę tak dlatego, że myślę, że warto. Gdy odkryłem surrealizm, byłem nim zafascynowany, gdy go poznałem bliżej, uznałem, że to jednak nie do końca „to”, poznałem trochę więcej stylów i na razie czerpię z realizmu magicznego. Jednak co istotniejsze - dowiedziałem się całego mnóstwa rzeczy na temat środków wyrazu, użyciu kolorów, brył, przestrzeni. Nawet jeżeli nie chcesz się w nic wpisywać, szufladkować, to warto przejść tę ścieżkę, żeby otworzyć sobie nieco głowę i pozwolić wpaść do głowy nowym ideom.
Myślę, że ta wiedza nie jest niezbędna, ale bardzo przydatna.


*piszę to z perspektywy osoby, która nie przeszła żadnej formalnej edukacji w zakresie fotografii, być może na uczelniach artystycznych wygląda to nieco inaczej.