Niedawno obrabiałem dużą ilość zdjęć z pewnego zlecenia. Reportaż nie wymaga tak intensywnej pracy jak sesje stylizowane - praca idzie dużo szybciej (przy czym nie deprecjonuję tu reportażu - zwyczajnie po reportażu oczekuje się większej zgodności z "rzeczywistością"*).
Nakryłem się na tym, że w ogóle nie zastanawiam się nad tym co robię - tu przyciemnić, tu rozjaśnić, poprawić kolor, podkręcić kontrast... następne.
Instynkt? Doświadczenie? Może.
Ale jak to wpływa na efekty pracy?

Automat jest szybszy.
Nie oszukujmy się - jeżeli robisz coś automatycznie, robisz to szybciej, sprawniej i... często efekty będą podobne do tego co byś zrobił, gdybyś chwilę się zastanowił przed zrobieniem tego.
Automatyzacja pracy przychodzi z czasem i doświadczeniem. Cztery lata, w czasie których obrobiłem tysiące zdjęć, powodują, że patrzę na zdjęcie i wiem. Czasem przychodzi Łukasz i z miejsca wie, co jeszcze trzeba poprawić, a czego ja nie zrobiłem i nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę jego zdecydowanie większe doświadczenie. 

Czasem też po skończeniu pracy przeglądam efekty i najczęściej dochodzą tylko drobne poprawki tu i tam, czyli ten automat nie jest taki zły.
Dlaczego więc zdecydowałem się na ten tekst? Ponieważ zacząłem się obawiać. Efekty są dobre, ale może mogłyby być lepsze.

Dlaczego nie warto być robotem?
Póki co wychodzi na to, że taka automatyzacja to nic złego.
Co tracimy? Zastanowienie, kontemplacje fotografii. Jednym z wielu powodów, dla których lubię fotografię stylizowaną i intensywnie obrabiam zdjęcia, jest czas jaki spędzam z fotografią. Naprawdę dużą wartość przykładam do czasu, jaki spędzam z każdą klatką, poznaniu jej słabych i mocnych punktów, drobnych wad - takich, które da się naprawić i takich, których się nie da.

Ta kontemplacja powoduje, że do każdego zdjęcia podchodzi się inaczej, inaczej traktuje i uważnie dobiera środki (dla mnie chociażby kolory są bardzo ważne). Jednak jak się nad tym zastanowiłem, to nawet tu wkradła się ta automatyzacja. 
Mam pewną słabość do tworzenia sobie ram pracy (tzw. workflow). Mam pewien zestaw narzędzi, którego używam przy niemal każdej fotografii - dają one sporo wolności, ale zauważyłem, że używam ich tak samo.  Nie spodobało mi się to, brakuje mi pewnej elastyczności w ich używaniu. Myślę, że odbija się to na efektach. Zautomatyzowałem się.

Stylowy automat, zmanierowany automat.
Teraz chwila wyjaśnienia -  napisałem wcześniej, że efekty są podobne, a teraz, że automatyzacja wpływa na efekty mojej pracy. Jedno i drugie jest prawdą. Rzecz leży w tym, że nasze umiejętności i styl (na jakim etapie rozwoju by nie był) ewoluuje. Jeżeli pozwolisz, by te procesy automatyczne zawładnęły Twoją pracą, będzie jej brakowało dywergencji. Twoje zdjęcia będą takie same. Zmanierujesz się, zamiast kształcić styl (kto nie czytał, polecam - Różnica między manierą a stylem).

Moim zdaniem styl wypływa z kontemplacji - myślenia o sobie i swoich dziełach oraz z zadawania pytań. Niestety w procesie przemiany w nadzwyczaj produktywnego robota zatracasz te umiejętności. Przestajesz się zastanawiać, dlaczego robisz to, co robisz, dlaczego robisz to tak, a nie inaczej. Przestajesz kwestionować swoje metody i założenia. Staczasz się powoli w otchłań manier, których masz coraz więcej, a stylu wciąż nie widać.

Kilka słów na zakończenie.
Po pierwsze - użyłem tu przykładu obróbki zdjęcia. Nie daj się zwieść i nie zawężaj problemu do tej jednej czynności. Znam fotografów, którzy za każdym razem wchodzą do studia i tak samo ustawiają światło albo mają zaspawane kółko przysłony na f/1,8. Dywersyfikacji i przemyślenia potrzebujesz na każdym etapie tworzenia zdjęcia.
Po drugie - nie demonizujmy też ponad miarę. Często automatyzacja pomaga mi poradzić sobie z dużą ilością fotografii - reportaż bywa złożony 300 zdjęć. Nie ma fizycznej możliwości, by poświęcić dwie godziny pracy każdej z nich. Poza tym nie przy wszystkich zleceniach dostaje się wolność twórczą. Gdy jej nie ma, wtedy pewien proces, automatyzacja pomaga się przebić (zachowując przy tym stałość wyników).

*Nie będę tu wnikał w to czym jest rzeczywistość. Przyjmijmy, na potrzeby tego wpisu, że rzeczywistość istnieje, a jej percepcja jest mniej więcej zbliżona dla poszczególnych ludzi. Czyli nie chce się zagłębiać w kwestie epistemologiczne i ontologiczne.