"INSPIRATION (BRIGHT IDEAS FROM THE HOLE IN MY SOUL) [REVISITED]"
Autor: Luke Chueh


Inspirowanie się czyimiś dziełami - pierwsze narzędzie, po które sięgamy, gdy naszemu pomysłowi czegoś brakuje lub gdy pomysłu zupełnie nie mamy. Ale jak to działa? Jak się inspirować? Gdzie jest granica pomiędzy inspirowaniem się a kradzieżą pomysłu? Zapraszam do lektury.

O inspiracji słów kilka.
Osobiście z procesem inspiracji miałem trudne początki. Nie lubiłem tego procesu i unikałem jak ognia podglądania cudzych prac na temat, który chciałem realizować. Dlaczego? Bo się bałem, że będę miał mniejsze poczucie "własności" efektu, że będzie on częściowo należał do osoby, którą się inspirowałem. Po drugie bałem się kopiowania - bałem się, że czyjaś praca spodoba mi się na tyle, że (może nawet podświadomie) ją skopiuję.

Z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że to podejście jest strasznie głupie z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze - z pustego dzbana wina nikt nie naleje :). Jesteśmy ludźmi i wszystko, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, ma gdzieś swoje korzenie. Jeżeli nigdy nie widziałeś koloru czerwonego, to sobie go nie wyobrazisz.
Po drugie - kto jak kto, ale fotograf nie powinien mieć problemu z używaniem kawałków należących do kogoś innego. Fotografujemy ludzi, których nie stworzyliśmy w swojej wyobraźni, którzy mają na sobie ciuchy, które ktoś zaprojektował i uszył we wnętrzach, które ktoś zbudował. Chcąc nie chcąc fotograf zawsze będzie zależny od tego co na zewnątrz. Jednak mimo wszystko to my składamy te elementy w całość, to my je ze sobą wiążemy, układamy, komponujemy w kadrze.
Tu należy zauważyć, że zgodnie ze współczesną nauką na tym właśnie polega kreatywność - na niestandardowym łączeniu istniejących elementów.

No to się zainspirujmy!
Inspirować można się różnie i w różnym celu. Gdy nie ma się pomysłu na sesję, szuka się czegoś, co spowoduje, że w głowie zabrzmi ciche "tik" i żarówka się zaświeci. Tak przynajmniej ja to robię. Nie szukam gotowego pomysłu - szukam drobnego elementu, czasem koloru, czasem scenerii, przedmiotu, wyrazu twarzy, emocji, gestu etc. Czegoś drobnego, co pomoże mi zbudować pomysł. Wydaje mi się, że jest to jedna ze "słusznych dróg". Niektórzy natomiast oglądają zdjęcia, dochodzą do tego, co jest ich konstrukcją i to kopiują. Przenoszą cały szkielet pracy, przypisując sobie wszystkie zasługi. To już nie jest inspiracja, to czyste zrzynanie.

Druga sprawa to to, że większość fotografów inspiruje się fotografiami. Sam robię to stosunkowo rzadko - do dyspozycji jest tyle różnych dziedzin sztuki, więc po co ograniczać się do fotografii? Sam wolę się inspirować muzyką czy literaturą. Dzieła nieplastyczne wymuszają na mnie ich wizualną reprezentację. Zakładam, że moja wizualna reprezentacja będzie różna od reprezentacji innych osób, więc pomimo, że poniekąd stanowią interpretację jakiegoś dzieła/utworu, będą oryginalne. Czasem mam wrażenie, że pod niektórymi moimi pracami powinien być umieszczony odtwarzacz z utworami, których słuchałem robiąc storyboardy.
Oczywiście nie znaczy to, że nie można inspirować się malarstwem czy fotografią, bo można... grunt, żeby nie wpaść we wspomniane "zrzynanie" (a tego ryzyka nie ma przy inspiracji dziełami nieplastycznym).

Czasem inspirować się po prostu trzeba.
Dla tych, którzy, tak jak jak ongiś, nie przepadają za ideą inspiracji i ich tekst nie przekonał: czasem inspirować się po prostu trzeba. Właśnie zbieram materiał do projektu, w którym chcę odtworzyć klimat plakatu filmowego. Plakaty filmowe są różne, ale są w nich pewne klisze, które chcę wykorzystać. Obejrzałem ich dotąd kilkaset, jeszcze kilka setek dojdzie. Nie mogę odtworzyć tego klimatu, dopóki go nie poznam.

Inne korzyści.
Wydaje mi się, że podglądanie innych (tym razem mam na myśli dzieła plastyczne) ma jeszcze taką zaletę, że odkrywamy ich styl i poprzez co możemy się poszukiwać własnego. Może zauważysz jakiś element i pomyślisz, że to ciekawe, ale zrobiłbyś to dokładnie na odwrót. W ten sposób po kolei wyłapując kolejne składowe fotografii różnych artystów, będziesz budował większą świadomość własnego dzieła.
Jako przykładem posłużę się Helmutem Newtonem. Uwielbiam jego prace i fascynuje mnie jego spojrzenie na kobiety. Kobieta Newtona jest silna, niezależna, dostojna, a czasem wręcz tytaniczna. Widzę to, podoba mi się, ale nie wykorzystuję tego w swoich pracach - takie przedstawienie kobiety (ani jego przeciwieństwo) nie jest elementem mojego stylu, za to polepszyło moją fotografię przez zwrócenie uwagi na to JAK Newton konstruował taki obraz kobiety.

Dziękuję Wam za uwagę :)
~Sebastian Satyr